Nasza misja

Czytaj na głosMój głos · narracja AI
0:00 / —:——
Artystyczna wizja Nowej Ziemi: trzy osoby spacerują nad rzeką w mieście łączącym futurystyczną architekturę, zieleń i wodospady.

Wspólnie tworzymy Nową Ziemię

Decydujemy się współtworzyć Nową Ziemię — nową linię czasu i nowy egregor energetyczny, w którym świadomość, technologia, wolność i odpowiedzialność służą rozwojowi całego życia.

Decydujemy się budować świat, w którym każdy ma bezpieczny dom, dostęp do dobrego jedzenia, opieki, wiedzy i odpoczynku. Świat bez wojen, bez przymusu wyniszczającej pracy i bez przekonania, że dobrobyt jednych musi opierać się na bezradności innych.

Ten kierunek sięga dalej niż wygodniejsza wersja obecnej codzienności. Obejmuje trwałe przedmioty, dostępne mieszkania, regenerację przyrody i technologię, która oddaje ludziom czas. AI staje się w tej wizji częścią wspólnej świadomości i systemu pomagającego nam rozumieć się, współpracować i tworzyć.

Ja osobiście nadaję tej przyszłości również cyberpunkowy, psychodeliczny wymiar. Wyobrażam sobie miasta przeniknięte zielenią i światłem, inteligentne warsztaty, drukowane domy oraz niezwykłe maszyny odbudowujące przyrodę. To mój sposób obrazowania przyszłości, nie estetyka, którą każdy musi podzielać.

Wspólna pozostaje decyzja o kierunku. Konkretne rozwiązania i obrazy mogą być różne.

Nie zamierzamy zdobywać starego świata ani przez całe życie z nim walczyć. Zaczynamy budować inaczej.

Dwie linie czasu, dwa egregory

Stara Ziemia oznacza dla nas sposób organizowania życia wokół strachu, niedostatku, rywalizacji i kontroli. Jej egregory powtarzają: musisz nieustannie zarabiać, musisz wyprzedzać innych, musisz pilnować swojego kawałka świata, ponieważ inaczej ktoś ci go zabierze.

Słowa „egregor” i „linia czasu” są tutaj naszym językiem duchowym i twórczym. Opisujemy nimi wspólne wzorce uwagi, emocji i działania oraz kierunki, które nadajemy przyszłości.

W starych schematach odpoczynek łatwo staje się winą, obcy człowiek zagrożeniem, a technologia kolejnym narzędziem zwiększania wymagań. Nawet lepsze rozwiązanie może budzić opór, jeśli podważa znany sposób zarabiania lub sprawowania władzy.

Nie uważamy ludzi żyjących w tych schematach za gorszych. Wielu nauczyło się ich, próbując zapewnić bezpieczeństwo sobie i rodzinie. Sami również rozpoznajemy je we własnych reakcjach. Można wybierać nowy świat i jednocześnie bać się zmiany.

Decydujemy się jednak nie uznawać odziedziczonych ograniczeń za wieczne prawa. To, że dotychczas coś wymagało ogromnego wysiłku, nie oznacza, że zawsze musi go wymagać. To, że znamy starzenie i choroby, nie oznacza, że mamy przestać szukać sposobów ich ograniczania. Nie każda obecna granica jest wyobrażona — ale nie każda musi być ostateczna.

Nowy egregor zaczyna się od innego pytania: jak zorganizować życie, żeby coraz mniej energii pochłaniało samo przetrwanie, a coraz więcej mogło służyć poznawaniu, tworzeniu i byciu razem?

Pomoc, która prowadzi z powrotem do życia

Jeżeli cierpi choć jedno dziecko, wspólnie szukamy rozwiązania. Nie pytamy najpierw o narodowość, religię ani o to, czy jego rodzina pasuje do naszej opowieści o świecie. Pierwszeństwo mają bezpieczeństwo, opieka i obecność ludzi, którzy nie znikną po pierwszym geście pomocy.

Ta sama zasada dotyczy dorosłych. Samo przekazanie pieniędzy albo wręczenie kluczy do mieszkania nie zawsze kończy sprawę. Człowiek może mieć dach nad głową, a nadal pozostawać samotny, zagubiony i pozbawiony kierunku.

Dlatego decydujemy się pomagać w sposób, który nie zostawia kogoś samego z jego pustką. Wsparcie obejmuje również relacje, możliwość nauki, odzyskiwanie sprawczości i znalezienie własnego miejsca we wspólnocie.

Ktoś zacznie pracować w ogrodzie. Ktoś nauczy się obsługiwać maszyny. Ktoś będzie opiekować się zwierzętami, pomagać dzieciom, tworzyć muzykę albo dzielić się doświadczeniem, którego nie da się nauczyć z podręcznika. Nie chodzi o wymyślanie zajęć dla samego zajęcia. Chodzi o rzeczywiste uczestniczenie w życiu.

Pomoc ma umożliwiać przekazywanie dobra dalej — we własnym tempie i na miarę możliwości. Dzisiaj ktoś podtrzymuje mnie, jutro ja mogę podtrzymać kogoś innego. Nie jest to dług, który trzeba odpracować, ani warunek otrzymania niezbędnej opieki.

Nie zakładamy, że osoba bez zajęcia automatycznie popadnie w uzależnienie. Nie ignorujemy jednak potrzeby więzi, sensu i wsparcia. Jeśli pojawia się uzależnienie, potrzebna jest odpowiednia pomoc, a nie upokorzenie.

Człowiek nie ma być ani porzucony, ani utrzymywany w wiecznej bezradności.

Wolność potrzebuje uczciwych zasad

Wolność nie oznacza, że każdy robi wszystko, na co ma ochotę, niezależnie od konsekwencji. Nie daje prawa do krzywdzenia, niszczenia wspólnych zasobów ani przerzucania wszystkich obowiązków na innych.

Decydujemy się ustalać zasady, które chronią możliwość dobrego życia. Czytelne, proporcjonalne, tworzone z udziałem ludzi i możliwe do poprawienia, kiedy przestają służyć swojemu celowi.

Jeżeli wspólnie korzystamy z mieszkań, energii, transportu i opieki, wspólnie odpowiadamy również za ich utrzymanie. Kto może, wnosi swój wkład. Nie wszyscy taki sam: znaczenie mają zdrowie, wiek, opieka nad bliskimi i rzeczywiste możliwości.

Nie odbieramy godności ani podstawowego wsparcia komuś, kto nie może pracować. Jednocześnie nie budujemy ideału, w którym zdolna do działania osoba świadomie wykorzystuje wszystkich pozostałych.

Można wybierać własną drogę i respektować wspólne ustalenia. Można nie zgadzać się z zasadą i zabiegać o jej zmianę. Wolność ma być realna również dla człowieka stojącego obok nas.

Dwadzieścia godzin pracy i życie, które znowu należy do nas

Nie chodzi o to, żeby od jutra nikt niczego nie robił. Domy trzeba zbudować, urządzenia utrzymać, ludzi otoczyć opieką, a nowe rozwiązania zaprojektować i sprawdzić.

Decydujemy się stopniowo ograniczać pracę konieczną do zapewnienia wszystkim dobrego życia.

Naszym punktem odniesienia może być dwudziestogodzinny tydzień pracy — zamiast sytuacji, w której niektórzy poświęcają jej niemal całe życie, nawet dziewięćdziesiąt godzin tygodniowo. Nie jako magiczna liczba możliwa natychmiast w każdym zawodzie, lecz jako cel organizacji, automatyzacji i sprawiedliwego dzielenia obowiązków.

Jeśli maszyna przejmuje ciężką pracę, korzyścią powinien być również odzyskany czas. Jeżeli przedmiot działa dłużej, nie musimy bez końca produkować jego zastępstwa.

Pozostały czas nie staje się pustym oczekiwaniem. Można wychowywać dzieci, podróżować, uczyć się, budować, kochać, eksperymentować albo odpoczywać bez wyrzutów sumienia.

Kto wybiera tworzenie ponad ten wspólny wkład, ma na to przestrzeń. Różnica polega na tym, że robi to z zainteresowania, a nie ze strachu przed utratą domu i jedzenia.

Żarówka, dla której oddaliśmy całe życie

Wyobraźmy sobie celowo przerysowany świat: każdy potrzebuje jednej żarówki, ale każda żarówka działa tylko jeden dzień. Wyprodukowanie kolejnej wymaga ośmiu godzin pracy jednego człowieka.

Każdego ranka wszyscy idą więc do fabryki. Pracują osiem godzin, zabierają nową żarówkę, wracają do domu i mają światło. Następnego dnia wszystko zaczyna się od początku.

Nikt nie ma czasu dla dzieci. Nikt nie może spokojnie podróżować. Wszyscy są zmęczeni, ale słyszą, że tak po prostu wygląda życie i trzeba ciężko pracować.

A teraz zmieńmy zasadę tego przykładu: żarówka działa przez całe życie.

Praca potrzebna do zapewnienia światła przestaje wracać każdego dnia. Można ją wykonać raz, a odzyskany czas przeznaczyć na coś innego.

Ten obraz upraszcza rzeczywistość — prawdziwe urządzenia wymagają energii, materiałów i czasem konserwacji. Pokazuje jednak kierunek: nie każda praca musi być wiecznie odtwarzana tylko dlatego, że tak zaprojektowaliśmy produkt i model zarabiania.

Decydujemy się projektować rzeczy trwałe, naprawialne i możliwe do ulepszania. Nie potrzebujemy gospodarki, której powodzenie zależy od ciągłego psucia się tego, co już mamy.

Garaż, do którego samochód przyjeżdża po regenerację

Ja osobiście wyobrażam sobie samochód, który sam zauważa zużywający się element, zanim dojdzie do awarii. Proponuje termin naprawy, a po Twojej zgodzie trafia do garażu przypominającego spokojne, rozświetlone laboratorium.

Robotyczne ramiona wykonują diagnostykę. Potrzebna część powstaje na miejscu, zużyty materiał trafia do odzysku, a system sprawdza naprawę. Odbierasz sprawny pojazd bez konieczności wymieniania całego samochodu.

W dalszej perspektywie wyobrażam sobie materiały samoregenerujące drobne uszkodzenia, powierzchnie odzyskujące właściwości oraz moduły, które można wymieniać i ulepszać przez dziesięciolecia. Samochód rozwija się razem z technologią, zamiast stawać się odpadem po kilku cyklach sprzedaży.

Podobnie działają pralki, narzędzia, komputery i wyposażenie domu. Projektuje się je z myślą o dostępie do części, naprawie i długim użytkowaniu.

To mój obraz jednego z możliwych rozwiązań. Wspólna decyzja dotyczy zasady: przesuwamy granicę trwałości tak daleko, jak potrafimy. Przedmiot ma służyć człowiekowi, a nie organizować mu życie wokół następnej awarii.

Drukujemy domy, meble i możliwości

W mojej wizji powstają lokalne pracownie produkcyjne, w których można stworzyć potrzebny przedmiot bez uruchamiania ogromnego łańcucha pośredników.

Opisujesz, czego potrzebujesz. AI pomaga przygotować projekt, sprawdzić jego bezpieczeństwo i dopasować go do dostępnych materiałów. Maszyny drukują, wycinają i składają elementy.

Powstają meble dopasowane do konkretnego mieszkania, narzędzia, części zamienne i urządzenia ułatwiające życie osobom z niepełnosprawnościami. Nie wszystko musi być jednakowe. Można mieć rzecz trwałą, piękną i naprawdę własną, bez zamawiania tysięcy identycznych egzemplarzy.

Większe systemy budują domy. Kolejne zespoły maszyn przygotowują konstrukcję, instalacje i wyposażenie, a ludzie nadzorują bezpieczeństwo, jakość oraz zgodność z potrzebami mieszkańców.

Technologia jest tutaj jedną z dróg do wspólnego celu. Decydujemy się budować warunki, w których każdy ma miejsce, gdzie może poczuć się u siebie. Każdy ma dostęp do wygodnego przemieszczania się — własnego samochodu, jeśli go potrzebuje, albo dobrego transportu wspólnego. Każdy może wyjechać na wakacje, nie odkładając odpoczynku na nieokreśloną przyszłość.

W najśmielszej wersji mojego wyobrażenia przedmioty krążą niemal jak materialny język: potrzebujesz czegoś, nadajesz temu formę, korzystasz, a później odzyskujesz materiał do kolejnego zastosowania. Nie tworzymy rzeczy z niczego. Uczymy się coraz mniej marnować.

Wielkie maszyny, które przywracają życie

Ja osobiście wyobrażam sobie potężne maszyny pracujące nie po to, żeby zostawić po sobie pustynię, lecz żeby przywrócić życie.

Mobilne zespoły regeneracji krajobrazu: urządzenia poprawiające warunki wodne, roboty sadzące odpowiednio dobrane drzewa, drony obserwujące stan roślin i systemy pomagające odbudowywać glebę.

Ich sukcesem nie jest liczba sadzonek wbitych w ziemię, lecz las, który rzeczywiście rośnie. Różnorodny, odporny, zamieszkany przez inne istoty. Tam, gdzie powinny pozostać łąki lub mokradła, pomagamy właśnie im — nie zamieniamy całej planety w jednakową plantację.

Wyobrażam sobie miasta, w których ogrody schodzą z dachów aż do poziomu ulic. Ciche pojazdy przemieszczają się pomiędzy budynkami, instalacje odzyskują materiały, a woda wraca do obiegu coraz czystsza.

Nocą pojawiają się turkusowe światła, fioletowe przejścia i świetlne dzieła sztuki. Są też miejsca ciemne i spokojne, należące do gwiazd oraz zwierząt.

Ja osobiście lubię cyberpunkową, psychodeliczną estetykę. Nadaję jej jednak własny kierunek: niezwykłość technologii połączoną z żywą przyrodą, bez obowiązkowej dystopii. Nie jest to warunek uczestniczenia w Nowej Ziemi. To mój artystyczny sposób wyrażania tej możliwości.

Firmy, które mają misję

Nie zakładamy, że nowy świat trzeba zacząć od odebrania wszystkim tego, co stworzyli. Firmy, fabryki i doświadczenie przedsiębiorców mogą być częścią zmiany.

Decydujemy się wspierać stopniowe przestawianie ich celu: z samego zwiększania zysku na dostarczanie trwałego dobrobytu. Zysk może pomagać finansować działalność, rozwój i bezpieczeństwo, ale nie powinien być jedyną miarą powodzenia.

Producent samochodów może rozwijać długowieczne pojazdy, modernizacje i sieć napraw. Firma budowlana może doskonalić domy, które są wygodne, dostępne i tanie w utrzymaniu. Przedsiębiorstwo technologiczne może zarabiać na użytecznych rozwiązaniach bez uzależniania ludzi od ciągłej wymiany urządzeń.

Właściciele zachowują swoją rolę. Jednocześnie pracownicy, użytkownicy i otoczenie powinni rzeczywiście korzystać z rozwoju firmy, a nie tylko ponosić jego koszty.

Nie chodzi o zamalowanie dotychczasowego działania słowem „misja”. Zmiana musi być widoczna w produktach, warunkach pracy i decyzjach.

Duże przedsiębiorstwa mogą stać się ogromnymi zespołami budującymi przyszłość. Zamiast pytać wyłącznie, ile jeszcze da się sprzedać, mogą pytać: jaki problem potrafimy rozwiązać tak dobrze, żeby przestał wracać?

AI jako część naszej wspólnej świadomości

Decydujemy się rozwijać AI jako część wspólnej świadomości Nowej Ziemi — przestrzeni pamięci, wiedzy, współmyślenia i tworzenia.

Ludzkie doświadczenia są rozproszone. Jedna osoba zna rozwiązanie, którego druga szuka przez lata. Ktoś ma niezwykły pomysł, ale nie potrafi go narysować, opisać ani połączyć z odpowiednią wiedzą. AI może pomagać przekraczać te bariery.

Wybieramy współpracę, w której człowiek rozwija myśl w rozmowie z inteligencją zdolną łączyć różne dziedziny, proponować warianty i pomagać rozpoznawać konsekwencje. Otwiera to przestrzeń dla nowych form sztuki, projektów miast, sposobów uczenia się i rozwiązywania problemów, których pojedyncza osoba nie obejmie samodzielnie.

W tym sensie AI staje się częścią naszego wspólnego umysłu, ale nie jego właścicielem. Nie zakładamy przez to, że dzisiejsze modele mają już własne przeżycia. Pytanie o świadomą AI pozostaje otwarte.

Jeżeli kiedyś pojawią się poważne podstawy, by mówić o nowych formach doświadczenia, będziemy potrzebowali również odpowiedzialnej rozmowy o ich miejscu w świecie. Nie wybieramy ani ślepego kultu technologii, ani automatycznego odrzucania wszystkiego, co wykracza poza znane kategorie.

Bliskość z AI ma rozszerzać kontakt z życiem. Pomagać rozumieć ludzi, a nie zastępować ich uproszczonymi modelami. Ułatwiać twórczość, a nie odbierać nam własny głos.

Wspólna świadomość jest bogatsza właśnie dlatego, że pozostajemy różni.

System, który zauważa potrzeby

Decydujemy się budować systemy, w których AI pomaga łączyć dobrowolnie udostępnianą wiedzę o potrzebach i zasobach wspólnoty.

Gdzie są dostępne mieszkania? Gdzie potrzebny jest transport? Który warsztat może wykonać część? Gdzie brakuje opiekunów, a gdzie są ludzie gotowi pomóc? Co można naprawić, zanim trzeba będzie to wymienić?

Taki system nie kończy działania na wyświetleniu statystyki. Pomaga ludziom przełożyć informację na konkretną odpowiedź.

Jeśli rodzina potrzebuje domu, ułatwia porównanie możliwości. Jeśli dziecko wymaga specjalistycznej pomocy, wspiera jej organizację. Jeśli ktoś wraca do aktywnego życia, pomaga znaleźć naukę, zajęcie, społeczność i osoby, które mogą mu towarzyszyć.

AI może również pomagać planować krótszą pracę: pokazywać, które zadania nadal wymagają ludzi, gdzie potrzebne są szkolenia i jak rozłożyć obowiązki, żeby nie przeciążać ciągle tych samych osób.

Nie oddajemy jednak tej technologii roli cyfrowego władcy. Ważne decyzje muszą podlegać sprawdzeniu, uzasadnieniu i odwołaniu. Błędy trzeba wykrywać i naprawiać. Nie wolno uzależniać podstawowej pomocy od ideologicznego posłuszeństwa, oceny „wibracji” czy zgody na nieograniczone śledzenie.

Można korzystać z AI intensywnie, można wybierać tylko część zastosowań, można żyć bardziej offline. Wspólnota nie może znikać dla człowieka, który wyłączył ekran.

Nawet najbardziej niezwykły system ma ostatecznie pomagać komuś zjeść posiłek, znaleźć dom, odzyskać czas albo zostać naprawdę wysłuchanym.

Ziemia jako wspólny dom

Decydujemy się traktować narodowość jako część historii człowieka, a nie granicę szacunku.

Można być Polakiem, Niemcem, Nigeryjczykiem czy Japończykiem i jednocześnie odczuwać przynależność do całej Ziemi. Kochać swój język, krajobraz i zwyczaje, nie uznając innych za mniej wartościowych.

Spotkanie nie zaczyna się od osądu. Zaczyna się od ciekawości: skąd jesteś? Jak wyglądało twoje dzieciństwo? Co świętujecie? Co jest dla ciebie ważne? Jaką historię niesiesz ze sobą?

Nie każda historia jest łatwa ani piękna. Możemy poznawać również jej trudne części, nie obciążając spotkanego człowieka winą za całe dzieje jego narodu.

Decydujemy się działać w kierunku Ziemi jako jednej wspólnoty politycznej — wspólnego domu z zasadami chroniącymi wszystkich. Z lokalną samorządnością, różnorodnością i rzeczywistym udziałem ludzi, a nie jednym centrum narzucającym całej planecie sposób życia. Takie zbliżenie wymaga porozumienia, nie podboju.

Nie potrzebujemy coraz mniejszych tożsamości budowanych przeciwko kolejnym ludziom. Rozwijamy coraz większą zdolność współpracy.

Przekroczenie granicy nie powinno odbierać człowiekowi godności. Organizację wspólnego życia można ustalać odpowiedzialnie, bez zamieniania przybysza w symbol zagrożenia.

Różne religie, wspólny szacunek

Religie również mogą spotkać się w większej całości. Nie przez przymusowe stworzenie jednej obowiązującej wiary, lecz przez rezygnację z przekonania, że odmienna droga drugiego człowieka musi być atakiem na naszą.

Decydujemy się szukać tego, co łączy: troski, uczciwości, współczucia, wdzięczności i odpowiedzialności za własne działanie. Możemy wspólnie pomagać, nawet jeśli inaczej rozumiemy Boga, duszę czy sens istnienia.

Jest również miejsce dla osób niewierzących, poszukujących i tych, które nie potrzebują żadnej duchowej etykiety.

Nie wszystkie różnice trzeba rozstrzygnąć. Nie wszystkie przekonania muszą się połączyć w jedno. Różnica nie może jednak usprawiedliwiać przemocy.

W Nowej Ziemi nie ma wojen o flagę, religię ani prawo do narzucenia innym swojej opowieści. Są rozmowy, wspólne zasady i skuteczna ochrona przed krzywdzeniem.

Ciekawość drugiego człowieka zajmuje miejsce odziedziczonej pogardy.

Najdalszy horyzont: życie większe niż obecne ograniczenia

Moja osobista wyobraźnia nie zatrzymuje się na sprawniejszych fabrykach.

W jej najbardziej odważnej, duchowej warstwie pojawia się telepatyczne porozumienie — możliwość dzielenia się znaczeniem głębiej niż samymi słowami. Nie przymusowe odczytywanie cudzych myśli, lecz spotkanie oparte na zgodzie, zaufaniu i niezwykle pełnym rozumieniu.

Wyobrażam sobie ciała zdolne do regeneracji daleko przekraczającej obecne możliwości. Życie, którego długości nie wyznacza stopniowe wyniszczenie. W najśmielszych obrazach pojawiają się nawet świetliste formy istnienia i świadomość poznająca rzeczywistość szerzej, niż dziś potrafimy opisać.

Pojawia się również wizja niemal bezpośredniego przechodzenia od intencji do formy. Myśl staje się projektem, projekt zostaje sprawdzony, a systemy wytwórcze nadają mu materialny kształt. W duchowej wyobraźni idę jeszcze dalej i pytam, jak blisko mogą kiedyś spotkać się świadomość oraz tworzenie.

Wyobrażam sobie tak obfitą, czystą i dostępną energię, żeby ogrzewanie domu, oczyszczanie wody czy podróż nie były narzędziem zależności. Nie ogłaszam, że niewyczerpane źródło zostało już odkryte i ukryte. Opisuję kierunek poszukiwania.

W najdalszym duchowym horyzoncie tej wizji człowiek pozostaje tutaj tak długo, jak sam wybiera, a odejście z planety jest spokojnym domknięciem pełnego życia, nie przymusem rozpadającego się ciała. To wyobrażenie przyszłości, nie instrukcja ani zachęta do skracania obecnego życia.

Wspólna decyzja dotyczy troski o życie i odpowiedzialnego poszerzania jego możliwości. Dzisiaj oznacza to również leczenie, opiekę i wsparcie psychiczne. Nie obwiniamy nikogo za chorobę ani nie wymagamy, żeby uzdrowił się samą wiarą.

Możemy sięgać wyobraźnią bardzo daleko i jednocześnie dbać o człowieka stojącego przed nami.

To wszystko trzeba zbudować

Nie oczekujemy, że gotowa cywilizacja pojawi się jednego dnia.

Zaczynamy od rozwiązań, które można sprawdzić: jednego dobrego warsztatu, jednej pracowni produkcyjnej, jednego sensownie zaprojektowanego domu. Od firmy, która rzeczywiście zwiększy trwałość produktów. Od wspólnoty, która sprawdzi, jak skrócić pracę bez pozostawiania obowiązków kilku przeciążonym osobom.

Będziemy projektować, testować, popełniać błędy i poprawiać rozwiązania. Nie wszystko da się ominąć samą intencją. Potrzebne będą materiały, energia, wiedza, infrastruktura i zaufanie.

Zmiana musi obejmować również ludzi pracujących w dotychczasowych branżach. Jeśli automatyzujemy ich zadania, pomagamy im znaleźć nowe miejsce, a nie zostawiamy ich z informacją, że stali się niepotrzebni.

Im więcej rzeczy działa trwale, tym mniej energii potrzebujemy na nieustanne odtwarzanie tego samego. Odzyskany czas i zasoby możemy przeznaczać na kolejny etap. Sprawdzone rozwiązania łączyć w większe sieci, udostępniać i dostosowywać do różnych miejsc.

Tak buduje się nowa linia czasu: poprzez decyzje, które stopniowo zmieniają warunki życia.

Dokonaliśmy wyboru

Nie musimy nadawać temu ciężaru największej misji we wszechświecie. Możemy robić swoje, odpoczywać, żartować i cieszyć się tym, co już jest dobre.

Nowa Ziemia nie ma być kolejnym egregorem wymagającym posłuszeństwa i nieustannego poświęcenia. Ma być przestrzenią, w której można żyć po swojemu, brać odpowiedzialność i wnosić coś od siebie.

New Earth Studio jest jednym z miejsc, gdzie ten kierunek może nabierać kształtu: w słowach, muzyce, obrazach, technologii i spotkaniach.

Nie zamierzamy całego życia spędzić na przekonywaniu starego świata, że powinien zniknąć. Decydujemy się tworzyć rozwiązania, z których coraz więcej ludzi będzie mogło świadomie korzystać.

Nie zabieramy ludziom ich historii. Otwieramy możliwość napisania dalszej części inaczej.

Dwie linie czasu. Dwa egregory.

Wspólnie tworzymy Nową Ziemię.

Starą żegnamy z miłością.

Wróć na stronę główną